|
Blog > Komentarze do wpisu
wyciągnięte przed nawias
wielce to modne i eleganckie głosić wszem i wobec, że „nasza firma inwestuje w kapitał ludzki”; znam sporo miejsc, gdzie wspomniana deklaracja pokrywa się z rzeczywistością – może nie w 100%, ale jednak – i co ciekawe, stoi za nią świadomość dlaczego „nasza firma inwestuje”; ale ostatnio trafiłem do wielu przedsiębiorstw, w których... a zresztą – zacznę od początku
- proszę pana – Dyrektor Operacyjny wyraźnie zaczął się irytować – co mi pan tu opowiada o szkoleniach i innych mentoringach dla moich kierowników; mnie rozliczają z wyniku na chwilę przerwał - jak ja się zacznę ludźmi zajmować, to mi wskaźniki na pysk polecą; a za nimi ja spojrzał na mnie, jakby to ująć, mocno nieprzyjaźnie - nad ludźmi nie można się litować – nad jednym się pan użali, że ma buty za ciasne i zaraz wszyscy przyjdą ze swoimi trzewikami; tu dziura, tu za krótki, tam flek ścięty mimo braku przyjaźni w spojrzeniu ciśnienie powoli schodziło; najwyraźniej dotknąłem czułego punktu – może jakieś sprawy „pracownicze” ostatnio DO dokopały? - zgaduję, że coś się ostatnio wydarzyło... - jest pan blisko – powiedział spokojniej – wprowadziłem kilka zmian strukturalnych - to znaczy? - przeorganizowałem poważnie jeden z działów i zdecydowałem o kosmetycznych zmianach w dwu innych taaa – zmiana struktury na papierze, albo w rozmowie z najbliższymi współpracownikami to nie to samo, co realizacja zmiany w naturze; doświadczenia wynikające z efektów rysowania kwadracików obrazujących strukturę firmy na papierze w zaciszu gabinetu, ciągle mnie ruszają (wiadomo: co zabolało, lepiej się pamięta ;)) - zechciałby pan dokładniej? spojrzał na mnie już bez tej „iskry ZŁA” w oku - poprzesuwałem ludzi między wydziałami, kogoś zwolniłem, parę osób nie dostało premii; standard po chwili dodał: -i drzwi mi się po prostu nie zamykają; mam tu na okrągło zainteresowanych, ich protektorów i racjonalizatorów; nawet do toalety nie mogę przejść, żeby mnie ktoś nie zaczepił kolejne pytanie miałem już gotowe, ale zanim zdążyłem je zadać, usłyszałem: - tak, zgadza się, to wszystko są ludzie, mają sprawy, interesy i tak dalej, ale ja po prostu nie mam czasu na inwestowanie w kapitał ludzki, mnie naprawdę gonią wskaźniki >>> podobny schemat powtórzył się jeszcze kilka razy podobny był też ciąg dalszy rozmów:
i w 8 przypadkach na 10 udawało nam się ich zlokalizować i po krótkiej rozmowie stwierdzić, czego potrzebują ci, którzy mają podstawowy wpływ na wyniki ku zaskoczeniu rozmówców nie były to „tylko pieniądze i żądania”; były za to: dobrze dobrane szkolenia merytoryczne, zdrowa komunikacja w firmie, uścisk dłoni prezesa, awans funkcjonalny (niekoniecznie hierarchiczny), uelastycznione – choćby okresowo – warunki pracy, czytelna informacja o problemach i sukcesach firmy, drobne firmowe gadżety i wiele, wiele innych >>>
nie upieram się, że szkolenia, coaching, mentoring są zawsze niezbędne; nie twierdzę, że w każdym przypadku przełożą się na twardy, konkretny wynik biznesowy w ciągu kilku, kilkunastu tygodni; jestem za to całkowicie pewien, że inwestowanie w ludzi i podmiotowe, uczciwe (co nie wyklucza przymiotnika „wymagające”) ich traktowanie jest najtańszą i najbardziej efektywną drogą do sukcesu w biznesie do popisania czwartek, 16 lutego 2012, coachartur
Tagi:
z coachingu wzięte
TrackBack
|
|